16 sierpnia 2026

*118. Przebudzenie... zła?

Saiyański książę, popychając ostatnią osobę, zwaną dalej przeszkodą przykucnął przed wybudzającą się kobietą. Z wielkimi oczyma wpatrywał się w swoją młodszą siostrę, jakby jego spojrzenie miało przyspieszyć sprawę.

Sara zamrugała ociężale, cicho pojękując. Nie tylko brzmiała, ale zachowywała się, jakby dopiero co przebudziła się z wieloletniego nieprzyjemnego snu, jak gdyby została brutalnie wybudzona, a tak naprawdę ledwo zmrużyła oczy. Prawda zgoła była inna. Przetarła oczy, głośno ziewając. Otworzyła szerzej ślepia, a jej spojrzenie zetknęło się z Vegetą. Na jej twarzy odmalowało się gigantyczne zdziwienie.

W amoku poczęła lustrować otoczenie, nie potrafiąc choćby na chwilę skupić się na jednej rzeczy, jednej postaci. Im dłużej to trwało, tym wyglądała na mocniej zagubioną. Saiyanin chwycił zdezorientowaną za ramiona, delikatnie potrząsnął.

— Saro!

Prawdę powiedziawszy, była bardzo zdumiona widokiem swojego brata. Nim straciła świadomy kontakt z rzeczywistością, wiedziała, że znajduje się na Kōriwie. Nie rozumiała jakim cudem odnalazła się w innym miejscu, gdzie nie tylko nie było ciemno, ale też okrutnie zimno. Stamtąd przecież nie dało się uciec. Jeszcze dziwniejszym był fakt, iż spotkała kogoś bliskiego. Świadomość, że coś uległo zmianie, sprawiła, iż serce zabiło mocniej.

Za chwilę Bulma wyszła przed szereg, tupiąc głośno swoimi czerwonymi szpilkami, czym zwróciła uwagę Saiyanki. Druga znajoma twarz i kolejne ciepło kiełkujące gdzieś we wnętrzu. Nie była do końca pewna, co czuje. Czy była to radość? Na pewno nie był to przerażający ból, z którym już dawno przestała walczyć, a którego nie potrafiła przezwyciężyć. Jej ciało wciąż pamiętało to uczucie ciężkości.

Pojawiły się szepty; jedne cichutkie, drugie w miarę głośne. Sara nieporadnie próbowała wychwycić choćby słowo, ale za bardzo piszczało jej w uszach. Rozejrzała się zdezorientowana, jednocześnie nie potrafiąc precyzyjnie dopasować twarzy do zebranych wokoło istot.

Saiyanka ociężale spróbowała się podnieść. Vegeta pospieszył jej na ratunek i zdecydowanym ruchem dźwignął siostrę do siadu. Sarze jeszcze przez dłuższą chwilę kręciło się w głowie, a nawet poczuła mdłości, choć nie pamiętała, kiedy ostatnio cokolwiek jadła.

— Ve-ve-geta...?

Gohan z nazbyt mocno bijącym sercem obserwował, jak jego bratnia dusza wraca do żywych. Miał wrażenie, że śni. Nie był pewien czy winien się poruszyć na choćby milimetr. Tak bardzo nie chciał, by wszystko okazało się ułudą. Oczy zaszły mu mgłą od powstrzymywanych łez.

Córka Herkulesa stojąca nieopodal obserwowała wszystko z zapartym tchem. Ten świat... Świat Gohana, do którego wpadła bez zaproszenia, bez przerwy ją fascynował. Mimo iż wyjaśniono jej parę rzeczy, a niektóre widziała na własne oczy, to wciąż nie mogła się nadziwić tym niesamowitościom. Najbardziej jednak imponowała jej wytrwałość Son Gohana. W chwili, gdy zrozumiał, iż jego wybranka przepadła jak kamień w wodę wierzył, że coś złego przytrafiło się dziewczynie. Do niedawna było jej przykro, że jej kiełkujące uczucie zostało odepchnięte, lecz teraz, gdy widziała, jak patrzy na tę dziką dziewczynę, zrozumiała, że darzył ją naprawdę silnym uczuciem. Tak mocnym, by zdać sobie sprawę, iż czas naprawdę ustąpić.

Przecisnęła się przez parę osób, kładąc rękę na bicepsie niegdyś kolegi z klasy. Spojrzała na niego z troską, jednocześnie delikatnie się uśmiechając. Domyśliła się, że młodego mężczyznę ogarnął strach. To Sara była jego całym światem. Z początku chciała rywalizować o względy niesamowitego nastolatka, jednak szybko została sprowadzona na Ziemię. Gohan nigdy na nią nie spojrzał, nawet gdy zwrócił jej uwagę, by skróciła włosy przed turniejem. Wszystko było tylko koleżeńską troską. Nic poza tym.

— Idź do niej — wyszeptała.

Sara wychwyciła moment, w którym zebrani zmieniali lokalizację. W jej odczuciu działo się zbyt wiele na raz. Był to szok po wybudzeniu z magicznego podtrzymywania przy życiu przez wiedźmę. Im bliżej była śmierci, tym bardziej traciła świadomość, jednocześnie odpływając w koszmary. Seishin uzdrawiała ją na tyle, by ta nie wyzionęła ducha. Była jej potrzebna nie tylko do utrzymywania magii w ryzach, ale i do tego, by móc wciąż bezpiecznie być niezauważoną we wszechświecie. Bez mocy nie była w stanie utrzymać magicznej bariery. Magia się kończyła, co za tym idzie czas księżniczki również.

Saiyanka wytężając zmysły, spojrzała uważniej, a następnie zamarła. Rozpoznała w wysokim i dobrze zbudowanym mężczyźnie Son Gohana. Był taki sam, jak wyglądał w jej wspomnieniach. Jej serce zabiło mocniej. Chciała, by najstraszniejsze wizje okazały się tylko przeklętym mirażem szalonej wiedźmy, lecz chwilę potem zrozumiała, iż zaraz obok niego stoi zgrabna kobieta w idealnie przystrzyżonych czarnych włosach ledwo sięgających do ramion. Dwa mrugnięcia wystarczyły, by zabrakło jej tchu.

Młoda wojowniczka poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, jak serce chaotycznie pompuje krew, a w uszach rozpoczyna się nieprzyjemny, cichy pisk. Na kilka chwil zapomniała oddychać, gdy jej spojrzenie spotkało się z jego. Zaprzestała dostrzegać cokolwiek innego. Dosłownie wszystko przestało istnieć.

W międzyczasie usłyszała od Bulmy, że bezpiecznie sprowadzili ją do domu, że jest już wśród swoich. Nie patrzyła na nią. Z boku można było stwierdzić, że nikogo nie słucha. Prawda była zgoła inna; Zewsząd bombardowały ją przeróżne informacje, jednocześnie doprowadzając do napadów lękowych, jak i agresji. To było zdecydowanie za dużo na jeden raz. Czemu ją ściągnęli? Co próbowali tym osiągnąć? Jedyne, o czym pomyślała to kara.

Ściągnęła drżące usta w cienką linię. Miała ochotę zapaść się pod ziemię, utonąć w ciemnej i lodowatej toni, a nawet spłonąć żywcem. Wszystkie opcje były lepsze od tej chwili, w której się znalazła. Imię mężczyzny ugrzęzło w gardle i jedyne co wydobyło się z jej ust do pierwsza litera.

Son Gohan usłyszał ją i było to dla niego równie stresujące. Jego oczy drżały, jednak powstrzymywał się od płaczu. Wpatrywał się w ukochaną i im dłużej to trwało, tym bardziej miał wrażenie, że z jej twarzy odpływa krew, zupełnie jakby zobaczyła ducha. Dostrzegał jej chaotycznie poruszające się tęczówki, jak i niebezpiecznie drgające wargi. Za chwilę uznał, że jest zwyczajnie w świecie przerażona — jak małe dziecko, które miało zmierzyć się z brutalnym i jednocześnie najstraszniejszym koszmarem życia.

Muzyka

Sara na trzęsących się rękach wycofała się, jednocześnie spadając z nazbyt miękkich poduszek. Przygryzła wargi z głośnym jęknięciem. Nie przeszkodziło jej to jednak wrócić spojrzeniem do syna Gokū. Poczuła silne i lodowate ukłucie w sercu, przeszywające na wskroś. Jej oczy zaczęły tonąć we łzach, nie była w stanie tego powstrzymać. Bała się. W głowie jej szumiało coraz głośniej, zaraz doszły zawroty głowy.

Czy to prawda? Czy to on, prawdziwy on? To nie jest prawda.... Nie może być...

Mężczyzna, widząc przerażenie na twarzy ukochanej, ostrożnie wyciągnął przed siebie dłoń, jednocześnie cicho wypowiadając jej imię. Chciał zapewnić Saiyankę, że cokolwiek podczas jej nieobecności się wydarzyło, nie może ją już dosięgnąć, ponieważ jest przy niej i nie pozwoli jej nikomu skrzywdzić. Sara automatycznie odsunęła się, jakby widziała w młodym wojowniku najstraszniejszą zmorę. Gohan instynktownie opuścił dłoń w pół kroku. Na jego licu odmalował się strach wymieszany z żalem.

Sarą targały silne emocje — mroczne i paraliżujące. Nie mogła uwierzyć, że wszystko było realizmem. Ułuda i magia przepadły, a wszystko zastąpiła bolesna prawda. Jej prawda. Świat się skończył, a jedyne co mogła otrzymać to cierpienie, zdradę i potępienie. Nie chciała tego przyjąć do wiadomości przez te wszystkie lata. Walczyła z tym na wszelkie sposoby. Ostatecznie się poddała i... przepadła. Teraz powróciła z martwych, by na nowo przeżyć wszystko, tym razem bez uroku. Tak po prostu i na prawdę?

Jej serce rozsypało się, choć mogło się wydawać, że jest to niemożliwe. Cały świat zawirował, wspomnienia uderzyły z taką siłą, jakby ktoś rozwarł wieczko kontenera najgorszych przeżyć. Dla zniszczonej psychicznie młodej kobiety było to zbyt wiele. Mimo pozycji na wpół leżącej czuła osuwający się grunt pod sobą. Piekło, w jakim czuła, iż się znajduje, zamiast ją spalać, niespodziewanie zamieniło się w lód. Jak wszystko, na czym kiedykolwiek jej zależało, zamienia się w przerażający horror.

Dlaczego? Czym sobie zasłużyłam? Czemu nie pozwolili mi odejść?

Sara nie potrafiła zrozumieć, dlaczego postawili ją w tej sytuacji. Czy nie wycierpiała już zbyt wiele? Nie dość, że trafiła do mrocznego i pełnego złej magii świata, w którym największe koszmary stawały się rzeczywistością, to jeszcze ściągnęli ją z powrotem do miejsca, które kiedyś nazywała domem by ostatecznie co? Pokonać ją? Zniszczyć? Była już dostatecznie zdruzgotana. Jednak sytuacja, w której się znalazła, okazała się gorsza od wszystkiego, co do tej pory ją spotkało. 

W tej sekundzie Siostrze Vegety rozsypało się serce jak wiaderko suchego piasku. Zachłysnęła się powietrzem, a następnie mocno zakrztusiła. Son Gohan bez namysłu podbiegł, przykucając przy niej. Nie miał złych zamiarów, ale ona odebrała to zgoła inaczej — odepchnęła go jak niespodziewanego, wielkiego robala jednocześnie krzycząc. 

To było za wiele. To nie był miraż! On tu był naprawdę! Saiyanka zerwała się na nogi, chociaż te stanowczo odmawiały posłuszeństwa. Pragnęła się bronić, mimo że jeszcze nie miała pojęcia jak to uczynić. Ale tonący chwyta się brzytwy, prawda? Wyciągnęła przed siebie drżące ręce, nie kryjąc ani jednej łzy.

— Nie podchodź... — wyszeptała, połykając słone potoki żalu — Nie podchodź!

Wyglądała jak przerażona mała dziewczynka. Gohana zabolało to na tyle mocno, że struchlał. Nie tak to sobie wyobrażał. Jej zachowanie cięło jego serce niczym sztylet. Nie zamierzał zrobić jej krzywdy. Nigdy tego nie chciał! Zacisnął pięści, mimo iż nie był zły. Targały nim tak sprzeczne emocje, że nie wiedział, co począć. Ostatecznie postanowił trwać w przekonaniu, by pokazać ukochanej, iż stoją po tej samej stronę. W końcu to jemu najbardziej zależało, by wróciła, by móc wyznać jej prawdę.

Przez ciało wojowniczki przebiegł lodowaty dreszcz, a zaraz fala gorąca, która wypalała żyły. Było to bardzo bolesne doznanie. Nie mogła wiecznie uciekać. Powinna była wreszcie stawić czoła swoim demonom. Pomyślała, że oto właśnie otrzymała szansę, by żyć, więc nie mogła się poddać, nawet jeśli wszystko wskazywało na koniec. Chociaż do tej pory jej pragnieniem było zostać wymazanym, nie wiedząc czemu, odczuła palącą potrzebę, by nie poddać się bez walki. Gdyby jednak miała zostać pokonana będzie to chwila, w której okaże się, że on zawsze był silniejszy od niej, nawet gdy myślała, iż jest inaczej. By oczyścić swe imię, musiała podjąć się najgorszego.

Sara zacisnęła szczękę, obie pięści, a następnie napięła wszystkie mięśnie. Poczuła jak zalewa ją ponownie zimno, jak wszystko się wyostrza i nabiera niebezpiecznie ostrych krawędzi; Wzrok zgromadzonych tu istot ciemnieje, uśmiechy stają się groźne, a oddech przyspiesza. Tyle wystarczyło, by z jej ust wydobył się cichy, gardłowy warkot.

Wyprostowała się z nienawistnym spojrzeniem. Coś się zmieniło, powietrze stało się ciężkie i przytłaczające. Son Gohan zareagował instynktownie. Czuł, że Sara zmierza ku autodestrukcji i jest w stanie wyrządzić krzywdę wielu tu zebranym. Nie specjalnie, ale pod wpływem niekontrolowanego gniewu nie baczyła na otoczenie, zwłaszcza gdy czuła się zagrożona. Syn Gokū musiał zdusić to w zarodku. Podbiegł do kobiety, łapiąc ją oburącz za ramiona, jednocześnie spoglądając jej głęboko w oczy. Jeśli była w jakimś letargu chciał sprowadzić ją na ziemię. Na własnej skórze odczuł diaboliczną magię lodowej wiedźmy, domyślał się, że stan księżniczki jest podyktowany kilkuletnim działaniem jej okultyzmu.

Zaskoczona tym gestem Saiyanka spojrzała na Gohana wzrokiem wciąż przepełnionym goryczą. Gdy tak chwile na siebie spoglądali, dostrzegła w jego czarnych oczach cierpienie i niezrozumienie, ale tego drugiego nie była już tak pewna. Wypowiadając cicho jej imię, sprawił, że zatrzęsła się, a chwilę potem ugięły się pod nią nogi, jakby ktoś roztrzaskał je ciężkim młotem.

Tafla szkła pękła — tyle była w stanie usłyszeć siostra Vegety w swojej głowie. Tyle też wystarczyło, by cały świat spowiła lodowata aura, jakby ktoś włączył przełącznik. Młoda kobieta osunęła się na kolana z drżącą wargą i mokrymi powiekami. Po okolicy poniósł się przeraźliwie łamiący krzyk; Sara z wysoko podniesioną głową krzyczała tak długo, aż zabrakło jej tchu. Po wszystkim zakaszlała kilkukrotnie, opadając rękoma na pokład statku. Ponownie zalała się łzami, te poczęły jej kapać na trzęsące się dłonie.

Nagle nastała cisza. Nikt nie śmiał się ruszyć choćby o milimetr. Nikt nie był pewien, co wydarzy się później, a najgorzej w zaistniałej sytuacji czuł się półsaiyanin. Stał najbliżej księżniczki i najlepiej odbierał wibracje wydobywające się z jej ciała. Wiedział, że jeszcze chwila i nastąpi kulminacja. Nie zdążył zrobić nawet kroku, gdy kilkunastosekundowe milczenie zamieniło się w cichy chichot, a który niedługo potem przerodził się w iście szaleńczy śmiech.

Son Gohan oraz reszta zebranych istot spoglądali na Saiyankę z rezerwą bądź zaskoczeniem. Jedni uznali, iż zwariowała, inni, że Wish nie wyleczył jej do końca. Tylko Berrus postukiwał nerwowo palcem o ramię, uznając, iż czas, jaki otrzymali przegrani, nader szybko umykał, a oni wciąż stali w miejscu. Miał zdecydowanie dość czekania na tajemniczego Super Saiyanina Boga.

W chwili, gdy histeryczny rechot ustał, powietrze zrobiło się niebezpiecznie ciężkie i chłodne zarazem. To była cisza przed burzą. Wszystko po tym potoczyło się niespodziewanie szybko; W mgnieniu oka Sara przemieniła się w super wojownika i bez ostrzeżenia natarła na syna Gokū, jednocześnie taranując go barkiem. Mężczyzna nie tylko nie zblokował ataku, ale też nie utrzymał się na nogach. Boleśnie upadając na idealnie wyfroterowaną drewnianą podłogę, doszedł do wniosku, iż Sara do tego taranu użyła ogromnych pokładów mocy wraz z szybkością. Zupełnie jakby od tego zależało jej życie. Skarcił się w duchu za opuszczenie gardy.

Księżniczka, będąc w całkowitym amoku, nie miała zamiaru na tym poprzestać i od razu pognała do kolejnej ofiary. Najbliżej stała Bulma. Kobieta nie miała żadnych szans w starciu z rozjuszoną Kosmiczną Wojowniczką. Vegeta w porę interweniował, zderzając się z siostrą, by jednocześnie uchronić przed niechybną śmiercią swoją kobietę.

Sara ściągnęła brwi w diaboliczny sposób, jednocześnie odskakując od księcia Saiyan. Warknęła, przetarła usta mokre od śliny i ponowiła atak niczym rozjuszony byk. Nie zamierzała ustępować, nikomu. Przed oczami miała jedynie lodowatą mgłę, a w głowie cichy i nienawistny szept.

Książę ani myślał być pokonanym. Miał zamiar za wszelką cenę uspokoić rozjuszoną, choćby miał ją doprowadzić do nieprzytomności. Nie po to sprowadzali ją do domu, by teraz ich poskromiła, a jednocześnie rozjuszyła do reszty Boga Zniszczenia. Vegeta zdążył już kilkukrotnie zarejestrować, iż czcigodny kocur tracił cierpliwość, co oznaczało ich rychły koniec. Sara miała być ich ostatnią nadzieją, nie gwoździem do trumny.

Rozległy się krzyki, które wydobywały się z ust każdego, kto nie miał szans z szaloną wojowniczką i jednocześnie się jej bał. Słabsza część zebranych rozbiegła się wprowadzając chaos. To na moment rozkojarzyło dziewczynę, jednocześnie zmuszając do rozejrzenia się po okolicy. Amok wprawiał ją w otępienie i zawroty. Złapała się za głowę, wciągając głośno i jednocześnie chrapliwie powietrze. Potrząsnęła nią kilka razy, powarkując jak wściekła. Za chwilę obrała sobie kolejny cel — tym razem Kuririna obejmującego siedmioletnią, przerażoną córkę.

Osiemnastka zasłoniła rodzinę energetyczną barierą w ostatniej chwili. Ta niestety nie wytrzymała i pękła jak delikatne szkło. Zmodyfikowana kobieta przyjęła cios na siebie, upadając boleśnie na podłodze, co w momencie doprowadziło jej córkę do płaczu.

Księżniczka uśmiechnęła się diabolicznie, wykonała szybko ruch ręką, uwalniając tym samym silny podmuch, który zmiótł poległą  w tył, aż uderzyła głową o burtę. Nic sobie nie robiąc z tej sytuacji siostra Vegety, chwyciła pierwszego lepszego człowieka za gardło, by następnie wyrzucić go do oceanu jak śmiecia. Nieszczęśnikiem okazał się jeden z pracowników statku.

Starszy syn Gokū polecił naprędce swemu bratu, by ten ruszył na ratunek niczemu winnemu Ziemianinowi, po czym sam natarł na rozjuszoną wojowniczkę. W locie przemienił się w super wojownika. Widok nienawistnej Saiyańskiej księżniczki łamał mu serce, przypominał dzień, w którym pokonali zło. Ten sam, w którym odeszła. Wieczór, w którym miał zamiar wyznać jej swe uczucia i zakończyć bezsensowny spór. Musiał jednak odłożyć swoje złamane serce na bok, jeśli chciał, by wszyscy ocaleli, by obrażalski kocur nie postanowił ich zrównać wraz z Ziemią.

Ku zaskoczeniu wojownika siostra Vegety zgrabnie wyminęła go, wykonując zwodniczy manewr ataku. Kobieta nie zamierzała atakować tych w pierwszej kolejności, którzy mogli się bronić. W głowie miała jedynie złowieszczo dudniącą zemstę. Pozbyć się tych, którzy dla innych mieli znaczenie.

Ostatecznie Beerus jak gdyby nigdy nic pojawił się na trasie lotu wojowników. Oboje w ostatniej chwili zatrzymali się, by nie wpaść na przeszkodę. 

— Dość... — wychrypiał posępnie.

Gohan struchlał na myśl, co może wydarzyć się następnie. Sara warknęła gniewnie, a następnie bez zastanowienia zwiększyła swą aurę, tym samym okazując brak współpracy z bogiem. Wymierzyła cios, który został natychmiast powstrzymany. Księżniczki w żaden sposób to nie przystopowało, by ruszyć drugą kończyną do ataku. Zablokowanie jej było jak dolanie oliwy do ognia. Syn Chi-Chi zrobił wielkie oczy, miał nadzieję, że ostatecznie nie stanie jej się krzywda.

Saiyańska wojowniczka nie kryjąc irytacji, usiłowała wyswobodzić się z żelaznego uścisku. Nie była jednak w stanie przeciwstawić się sile boskiemu kocurowi. Im bardziej się szarpała, tym szybciej rosła irytacja Berrusa. W końcu nie wytrzymał i uderzył jednym szybkim ruchem kobietę w brzuch. Ta upadając, zakrztusiła się własną śliną. Wpatrywała się w fioletowego kotowatego nie tylko z nienawiścią, ale i ogromnym zdumieniem.

— Saro... To... Jest Bóg Zniszczenia...

Rozjuszona ogoniasta wyciszyła aurę, wciąż spoglądając na najsilniejszą istotę, jaką w życiu spotkała. Gardłowo zachrypiała. Zebrani nie do końca byli w stanie stwierdzić czy był to śmiech, czy jednak jakiegoś typu pogarda. Pochyliła głowę, jakby chciała ukłonić się bóstwu, a następnie nieoczekiwanie odleciała w przeciwną stronę, nabierając przy tym prędkości. Zniknęła.

Son Gohan upadł na kolana. Czuł, jak wielki ciężar z niego spada. Sara nie próbowała pokonać boga. Żyła. Nie mniej, nie tak sobie wyobrażał jej powrót. Miał ją odzyskać. A ona... Ona nadal była tą rozwścieczoną dziewczyną sprzed lat. Opuścił głowę ze smutkiem, jednocześnie dostrajając ciało do KI uciekinierki. Potrzebował czuć. Tyle lat nie było mu dane czuć jej energii. Była inna, ale doskonale wiedział, że należała do niej.

— Wybacz jej, proszę... — wyszeptał z trudem syn Gokū. — Ona nie wie, co czyni... To nie jest... Ona. To znaczy, jest, ale...

— Nie jest sobą — dokończył Wish, który pojawił się obok zupełnie znikąd.

Saiyański wojownik spojrzał ze zdumieniem na swego przedmówcę. Tak, dokładnie to miał na myśli. Ale jeśli w tym twierdzeniu było coś więcej? Co, jeśli naprawdę brała w tym udział jakaś większa siła? Księżniczka dotąd nigdy nie atakowała bezbronnych, nie krzywdziła swoich, może nie przyjaciół, ale osób, z którymi się bratała. Son Gohan zdążył poznać Sarę zmanipulowaną, widział, jak Babidi kontroluje Vegetę. Na własnej skórze przekonał się jak silną magią dysponowała tajemnicza wiedźma z Kōriwy. Młoda wojowniczka musiała być pod wpływem diabolicznej siły. To nie ulegało żadnym wątpliwościom. Jak jednak miał przełamać czar?

Gohan z przerażeniem spojrzał na towarzysza boga, jakby usiłował wybłagać od niego jakąś nadzwyczaj pozytywną odpowiedź. Jakby szukał nadziei. Niestety w spojrzeniu wysokiego anioła nie potrafił znaleźć choćby okruchu pozytywnych rozwiązań.

— Trzeba było wybrać mądrze — zauważył opiekun boga. — Wybrałeś sercem. Teraz będziesz musiał zapłacić za to ogromną cenę.

Policzki mężczyzny zapłonęły. Wish wiedział, nie wszyscy jednak mieli tego świadomość. Uczucia wojownika było głęboko ukrywane przed światem, niegdyś i przed samym sobą. Miał świadomość, że wybrał sercem. Gdyby wiedział, że Sara okaże się ich zgubą, postawiłby na drugiego Saiyanina? Nie, nie zrobiłby tego. Nawet w obliczu ich nadchodzącego końca nie zmieniłby zdania. Sara była dla niego wszystkim, a jeśli mieliby zginąć, to chciał wraz z nią, miał zamiar powiedzieć jej prawdę.

Było mu wstyd, że wybrał sam. Nie pozwolił innym zdecydować, kto może ich ocalić. Liczył na uleczenie własnego serca. Był samolubny... Jednak czy był przez to złym? Zawsze robił to, co należy, jednak tym razem zrobił coś zupełnie innego — pomyślał o sobie.

— Czy...? — zaczął nieśmiało.

— Nie — odrzekł automatycznie anioł.

Gohan  nie potrzebował nic więcej. Serce pękło mu na milion kawałeczków. Myśl, że dla jego wybranki nie ma ratunku, a wpływ czarownicy odcisnęła na niej najgłębsze piętno, sprawiało, że czuł się jeszcze bardziej winny całej sytuacji. Wciąż nie żałował swojej decyzji. Jeśli Sara miała zginąć, to przynajmniej tutaj. Nie była już sama i zapomniana, nawet jeśli nie zdawała sobie z tego sprawy. Miał jednak zamiar nadal walczyć. Nie tylko dla Ziemi, ale dla niej. Już raz ją ocalił. Teraz musiał ponownie to zrobić. Poddanie się oznaczało tylko jedno: śmierć.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z niecierpliwością czekam na Twój komentarz!