25 marca 2018

18. Twarzą w twarz


Po głowie chodziło mi wiele myśli na temat tajemniczego dla mnie jeszcze przejścia do innego wymiaru. Wciąż nie mogłam się zdecydować czy iść tam z Trunksem czy jednak samej, robiąc tym samym na złość Vegecie. Warto było wszczynać kolejną wojnę? Może...

Niespodziewanie pojawił się Son Goku w zupełnie innej odzieży, zapewne lokalnych ciuszkach. Całkowicie go odmieniły. Nie przypominał tego dumnego wojownika, który był w stanie unicestwić Changelinga.

    Witaj panie, Son Gokū. Powitał go przyjaźnie syn Bulmy. Co cię do nas sprowadza? Mówiłeś, że nie chcesz trenować w specjalnej komnacie.

    Wpadłem na genialny pomysł. Wyszczerzył się. Jak tylko wyczułem KI Szatana pomyślałem, że przydałyby się nowy wszechmogący i kryształowe kule.

W tej chwili, zupełnie jakby spod ziemi pojawił się dżin, tym samym przyprawiając mnie o dreszcze. Ten to miał wejście.

    Masz rację. Ucieszył się Momo. Z miłą chęcią będę służył nowemu wszechmogącemu! Pan Piccolo nie specjalnie chce się tym zajmować.

    W moich żyłach płynie krew wojownika. Podkreślił to zielonoskóry zaszczycając nas swoją obecnością.

    Przecież połączyłeś się z Wszechmogącym. Przypomniał mu Tenshin. O ile pamiętam byliście kiedyś jednością.

    To prawda.  Przytaknął Gokū. Ich charakter nazbyt się różnił więc podzielili się na dwa ciała.

    To wciąż ta sama osoba. Burknął Namekan  Za młodu kłóciła się we mnie dobra i zła natura.
Spojrzałam na nich z zainteresowaniem. Rozmawiali przecież o smoczych kulach.

    Raz widziałam jedną w potoku.  Oznajmiłam bez skrępowania.  Jakoś tak przed spotkaniem Son Gohana.

    Tamte rozpadły się na kawałki. Zamyślił się szatan To znaczy zamieniły się w kamień.

    Czyli są bezwartościowe? - Zapytałam.

    W chwili asymilacji stwórca kul oddał swoją moc co sprawiło, że straciły swoje magiczne właściwości.

A więc to tak… Kiedy traciły swoją magię zamieniały się w nic nie warty kawałek głazu. Były całkowicie bezużyteczne.

    To poszukam nowej Namek Uśmiechnął się Saiyanin Sprowadzę nowego opiekuna Ziemi.

Syn Bardocka przyłożył do czoła dwa palce. – wskazujący i środkowy, skupiając przy tym swoją energię KI. Wyczuwałam jak drgała wokół niego. Niemalże snop niebieskiej aury wystrzelił w niebo. Spoglądaliśmy wszyscy na niego w skupieniu i milczeniu. Oczekując co będzie dalej.

    Niestety, nic nie wyczuwam. Wyraźnie był zakłopotany. Już wiem! Poszukam u wielkiego Kaito!

Po wypowiedzeniu tych słów zniknął. Zupełnie jakby na pamięć znał drogę do tego kogoś. Podeszłam do Trunksa i szturchnęłam go w ramię z łokcia.

    Co tu jest właściwie grane?

Niebieskooki wyjaśnił mi, że chodziło tu o odnowę świata. Jeśli będziemy mieć w posiadaniu kryształowe kule wskrzesimy całą ludzkość Ziemi, czyli wszystkie ofiary cyborgów odzyskają życie.  Powinnam się cieszyć? Nie interesowali mnie mieszkańcy tej planety.

    Czyli jeśli poprosiłabym o odtworzenie ojczystej planety i wskrzeszenie ofiar Freezera? Rzuciłam luźne pytanie Spełniło by się to życzenie?

    Owszem, ale pomyśl zagaił wszystkich zabitych przez Freezera nie byłoby mądrym posunięciem.

    Znaczy się co? Niemal żądałam wyjaśnień.

    Wielu z nich zapewne była zła. Mógłby ponownie zapanować chaos.

    Czasami wykonywał dobrą robotę zabijając ścierwa. Zauważyłam. Jednak mam to w nosie. Chcę odzyskać dom.

Młodzieniec westchnął widząc mój upór.

    Smocze kule spełnią tylko jedno życzenie. Dodał powoli. W tym przypadku odtworzyła byś planetę i czekała kolejny rok by spełnić następne życzenie.

Nie podobało mi się, że mieli gdzieś moje pragnienia. Odradzali mi powrót do domu, do swojej społeczności, w której tym razem nie byłoby jaszczura. Poczułam w głębi pustkę. Jakby zaczynało brakować powietrza. Musiałam oczyścić umysł. Za bardzo ten świat różnił się od mojego, a ja wciąż żyłam w przekonaniu, że ponownie osiądę na nowej Vegecie. Tyle lat i w końcu musiałam odpuścić.

    Idę się przewietrzyć. Rzuciłam niedbale. Nie czekajcie na mnie.

Ponownie stojąc przy krawędzi włości ziemskiego bóstwa rzuciłam się w przepaść pozwalając ciału swobodnie spadać głową w dół. Gdy zetknęły się moje stopy z glebą ruszyłam przed siebie nie mając żadnego celu. Wędrowałam po łąkach i lasach, przeskakując wysokie góry i przelatując nad zbiornikami wodnymi. Dostrzegałam, że położenie słońca się zmieniało, co świadczyło o upływającym czasie.Wciąż było to osiem dni do rozpoczęcia się gry biologicznego cyborga.


Poczułam jak moje ciało mimowolnie przechodzą dreszcze, jak skóra i mięśnie same się napinają, a zmysły zaczynają szaleć niczym alarm zwiastujący katastrofę. Ta ogromna moc oznaczać mogła tyko jedno. Jednak jak to było możliwe, że dotarłam, aż tutaj? Czy takie czekało na mnie zrządzenie losu? Czy miałam tutaj wylądować? Podleciałam bliżej, a zza gór dostrzegłam dość sporą szarą płaszczyznę na ziemi przypominającą arenę. Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w to miejsce i ciemny zarys postaci stojącej w samym centrum okazałości. Postanowiłam się zbliżyć na tyle ile pozwalało mi dostrzeżenie otoczenia gdzie miała odbyć się walka z Komórczakiem. Poczułam ten niesamowity dreszcz emocji, a może podniecenie? Miałam za chwilę dostrzec własnymi oczyma tego co niszczył bez żadnych skrupułów tę piękną planetę. Cała drżałam nerwowo poruszając ogonem, a mimo to nie wyczuwałam w sobie strachu, a jedynie nienasyconą ciekawość. Moc, którą czułam nie mogła powodować przerażenia. Wojownicy potrafili wyciszać swoje KI by go nie marnować i Trunks pokazywał mi jak to zrobić.

To niesamowite, że Vegata, ojciec Son Gohana czy Szatan chcieli się z nim zmierzyć i nie bali się, że mogliby stracić z jego ręki życia. Czy ja także mogłabym się sprawdzić w tym turnieju? Bardzo chciałam, jednak doskonale zdawałam sobie sprawę, że aby móc wystartować i reprezentować godnie elitę Saiyan musiałam zakasać rękawy i zająć się treningiem.

    Dość wycieczek Szepnęłam do siebie. – czas wracać i wziąć się za robotę.

Wzniosłam się wysoko i ruszyłam na wschód. Nic po mnie tu było. Z resztą nie chciałam irytować swoją obecnością tego tam w dole. Co to, to nie! Po chwili jednak zderzyłam się z czymś tak niespodziewanie, że na usta cisnęło się jedno z przekleństw. Odskoczyłam w tył chcąc obejrzeć moją przeszkodę i słupiałam momentalnie! To on! We własnej osobie. Lewitował z rękoma podpartymi pod boki patrząc z góry zupełnie jakby się brzydził mojej osoby. Od razu żałowałam swojej ciekawości…

    Czego tu szukasz dziecko? Zapytał nazbyt spokojnie.

Nie podobało mi się to. W ogóle nie chciałam nawiązywać z nim jakiejkolwiek rozmowy! Mnie tutaj być nie powinno. Gdyby to Vegeta zobaczył osobiście pozbawiłby mnie głowy. Byłam tego absolutnie pewna!

    Yyy… Ja? – Bełkotałam. Ja? Nic... Tylko przelatywałam obok. Całkiem ładna okolica.

Był odrażający! Zielone, oślizgłe ciało, nieskończenie długi ogon ukryty pod pancerzem i ten nieprzyjemny, wręcz obleśny wzrok spoglądający na mnie i cwaniacki uśmieszek. Na sam widok robiło mi się niedobrze. Był stokroć brzydszy od rasy Changelingów czy Namekan.

    I mam ci uwierzyć? niedowierzał Nie mam ciebie w bazie danych.

Przypomniała mi się opowieść Szatana Juniora, gdy pierwszy raz o nim nam wspominał. Ten stwór przyleciał z przyszłości Trunksa, gdzie już pokonał cyborgi. Miał zamiar wchłonąć twory szalonego doktorka Czerwonej Armii, a że ich nie było postanowił ukraść wehikuł czasu i przybył właśnie do nas. Cyborg nie mógł więc znać mnie skoro ponoć nie istniałam w tamtych czasach! Gero nie miał skąd pobrać próbek mojego kodu genetycznego, jak w przypadku innych wojowników.

    No jasne, że nie znasz. Prychnęłam nieco pewniej. Bo tam skąd pochodzisz ja akurat nie istnieję.

    Jak to? Wydał się zdziwiony. Cyborgi cię zabiły?

    Nie odpowiem bo nie wiem. Wzruszyłam ramionami. Prawdopodobnie nigdy nie dotarłam na Ziemię.

Android przyglądał się mojej osobie chwilę po czym stwierdził z lekkim przekąsem, że faktycznie nie mogę być ziemianinem. Przewróciłam oczami. Pierwszy raz w życiu ktoś tak mnie znieważył! Czy te miernoty posiadały ogony? Miały pojęcie o kontrolowaniu KI? Niemal się we mnie zagotowało.

    Jestem Saiyanką! – Warknęłam. Wypraszam sobie takie zniewagi. Splunęłam przez ramię. Ziemianka, hmpf!

    Jesteś od Son Gokū?

    Od Vegety. Poprawiłam go ozięble.

Jego pyszność pomieszana z pewnością siebie mnie irytowała. Zaczynałam wątpić w jego nieskończoną moc, o której mnie zapewniano. Był aroganckim dupkiem, który przywłaszczył sobie cudzą energię byleby siać postrach na pobliskich planetach. Miałam dość oglądania jego potwornej egzystencji, od której odechciewało mi się jeść z obawy, że przez najbliższe kilka dni będą męczyć mnie niestrawność i wymioty.

    Mam nadzieję, że spotkamy się na turnieju. – Syknęłam A teraz wybacz, muszę się do niego przygotować. Żegnaj!

Stwór nic nie mówiąc uniósł kąciki swoich ust w nieznacznym uśmieszku. Prawdopodobnie nie mógł się już doczekać wielkiej gry, jaką nam szykował. Może właśnie w jego głowie pojawił się kolejny misterny plan zagłady całej ludzkości? W tej chwili jednak nie chciałam o tym wiedzieć.

Włączyłam przyśpieszacz i ruszyłam w tę stronę, w którą zamierzałam na początku się udać. Nie poleciał za mną więc odetchnęłam z ulgą. Vegeta by mnie zabił gdyby się dowiedział, że rozmawiałam z Komórczakiem. Mógł przecież mi coś zrobić, a ja nie brałam udziału w treningu w pokoju ducha i czasu! Nawet nie chciałam myśleć co by się potem działo… Który pierwszy podniósłby rękę wymierzając cios? Przed oczami niemal wykwitła mi scenka, w której książę wykłóca się z potworem o stosowną karę dla nieposłusznej dziewczynki. Ona śmiała marzyć o byciu wojownikiem! Westchnęłam na to wszystko starając się odgonić sceny z głowy.

Postanowiłam zatrzymać się w dużym mieście. Może dlatego, że miałam pewność, iż Komórczaka tam nie spotkam? Ulice były opustoszałe. Wszędzie walały się śmieci, odzież, jedzenie, a także wałęsały się bezpańskie zwierzęta, które najwidoczniej nie rozumiały obecnego stanu zagrożenia. Ludzie ciągle emigrowali z nadzieją, że uchronią się przed nikczemnością cyborga. Było to oczywiście niedorzeczne, ale nie dziwiłam im się ani trochę! Gdybym była tak słaba jak ci mieszkańcy, nigdy nie odważyłabym się podejść do tej kreatury. Zdeptałby mnie jak robaka jednym plaśnięciem swojej obrzydliwej stopy, a ja nawet nie zdążyłabym jęknąć.

Spacerowałam po pustkowiu rozglądając się dookoła szukając czegoś godnego uwagi. Zupełnie jakby w ogóle było czym się interesować na tej zapyziałej planecie. W oddali spostrzegłam wielki, żółty budynek przypominający kopułę. Czy to nie czasem ten dom Bulmy? Przejść obok takiego wyniosłego brzydactwa nie dało się przejść obojętnie, zwłaszcza, że pomieszkiwał tam mój brat. Wzbiłam się w górę i w przeciągu paru chwil znalazłam się przy terenie budowli. Stałam na wprost gigantycznej bramy strzegącej swojego terytorium, jednak nie ukrywającej tego co się znajdowało za nią. Przestronny zielony teren z idealnie wyłożoną jakimś kamieniem drogą prowadzącą prosto do posiadłości. Dotknęłam ręcznie kutej furty najwidoczniej zbyt mocno, gdyż ta runęła przede mną głośnym hukiem. Przeszłam po niej jak nigdy nic i ruszyłam w kierunku kopuły. Ta strona ogrodu była niemal pusta. Gdzieniegdzie występowały pojedyncze krzewy, a wzdłuż drogi spośród idealnie przystrzyżonej trawy wyłaniały się równiusieńko poukładane lampki, które musiały oświetlać nocną porą dojście do domu. Wreszcie stanęłam u progu drzwi równie nie małych rozmiarów. Nim jednak zdążyłam cokolwiek uczynić otworzyły się, a w nich stała nie młoda kobieta, choć bardzo zadbana, o jasnych włosach nietypowo spiętych na szczycie głowy.

    Dzień dobry. Odezwała się z uśmiechem na twarzy. W czym mogę ci pomóc?

    Jest Bulma?

    Oczywiście, dziecko. – Zaszczebiotała. – Wejdź proszę.

Gdy tylko przekroczyłam próg ich domu Ziemianka pisnęła z przerażeniem na widok powalonej bramy. Na mej twarzy zagościł łobuzerski uśmiech. Przecież nie była to moja wina. Nie ja tak beznadziejnie postawiłam te mury obronne.

11 komentarzy:

  1. ~Veggie
    12 stycznia 2009 o 1:44 PM

    u… gorąco xD Zły Cell, a widzę, że rozmowa się ,,udała” spisują xP nie no żartuje ;] notka świetna, czekam na news!

    OdpowiedzUsuń
  2. ~Odea
    12 stycznia 2009 o 4:47 PM

    Ooo widze nowy szablon. Trochę słabo widać literki na tym ciemnym tle, ale jest niezły.Odcinek świetny, chyba jeden z lepszych jakie pisałaś xDOby tak dalej ;)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. ~Bryonly
    12 stycznia 2009 o 10:30 PM

    Droga Killall!

    Ładny szablon ;).Notka jest niezła ;D.Wybacz mi krótkość i niewielki sens komentarza, ale jestem zmęczona i wykończona…Pozdrawiam Cię, trzymaj się cieplutko ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. ~Lenka
    12 stycznia 2009 o 10:50 PM

    Niestety, nie mogę odpowiedzieć Ci na pytania zadane w komentarzu.Powód?Otóż potem czytanie tego byłoby bez sensu, prawda?^^”Będę informowała.W zamian ja także proszę o dawanie znaków życia na Twoim blogu, ponieważ jestem pod wielkim wrażeniem po przeczytaniu Twojej notki.^^Oryginalny pomysł.Siostra Vegety…Na coś takiego nawet ja bym nie wpadła.;DNie mam teraz czasu czytać poprzednich odcinków, chociaż z miłą chęcią zrobię to, gdy znajdę czas. Ja także zastanawiałam się, dlaczego Vegeta nie wskrzesił Saiyanów.Vega?Chłopcem.XDTo kim jest, czyim jest dzieckiem oraz skąd pochodzi…Nie jestem pewna jeszcze ja sama.;DW sensie, że nie jestem pewna, którą wersję wybrać.Ale to już mój autorski problem.Czekam na następny odcinek u Ciebie!;*

    OdpowiedzUsuń
  5. ~Mihoshi
    14 czerwca 2010 o 6:27 PM

    Pierwsze spotkanie z Cellem przebiegło bezkrwawie, ale drugie chyba nie będzie takie „:grzeczne”. Bardzo podoba mi się twoje opowiadanie, dodałam cię do swoich linków. Vegeta to jedna z moich ulubionych postaci i podoba mi się, ze w swojej historii starasz się go pokazać od tej lepszej strony. Mogłabyś mnie informować o newsach na http://magicdbz.blog.onet.pl ? Z góry dziękuję ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Parę spraw.
    1. Cell chował ogon w formie Perfect, więc jeśli go wcześniej nie widziała, nie mogłaby stwierdzić czy jest długi.
    2. "Ulice były spustoszałe." - opustoszałe :) Ew. spustoszone, ale to już inne znaczenie i aż tak źle chyba te ulice nie wyglądały ;)
    3. "Podniósłby", "zresztą", "zdeptałby", "niemałych" to wszystko oraz więcej piszemy łącznie. Tak jak zaznaczałem poprzednio, czasem piszesz dobrze, czasem źle, bo np. "mogliby" czy "odważyłabym" jest ok. Kwestia nawyku.
    4. W sumie od dawna to jest, ale już tak zbiorczo wytykam, to co mi tam xD Namek jest ok, Nameck nigdzie nie występuje - po ang też jest Namek.
    5. "Syn Bardoca" - Syn Bardocka.
    6. Ogranicz pisanie "było", "był", "była" itp. Mój były wykładowca - profesjonalny tłumacz literatury (http://lubimyczytac.pl/tlumacz/10660/pawel-lipszyc) nauczył mnie, by tego unikać, a u Ciebie się zdarza dosyć często. Hint od profesjonalisty ;)
    7. "W czym mogę służyć?" - powinno być "Czym mogę służyć?" ew. "W czym mogę pomóc?"
    Interpunkcji już nie będę wyłapywał, aż takim "grammar nazi" nie jestem, a sam mam z nią czasem problem ;)

    To już wszystko chyba. Jakby poprawić, to czytałoby się jeszcze lepiej ;) Liczę, że znajdziesz chwilę by mi wytknąć te powtórzenia itp., bo wciąż czekam na adiustację drugiego odcinka - był wrzucony zupełnie bez poprawek, więc może być tam trochę błędów.

    Czekam na ten turniej i czekam i nic nie zapowiada, że się w najbliższej przyszłości doczekam...zupełnie jakbym oglądał Dragon Ball Z i Goku biegnącego po Snake Way, albo lecącego na Namek xD To chyba dobrze xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Killall25 marca 2018 13:26
    1. Wiem, że tak jest, ale jakos mimo wszystko napisałam. Ba, nawet zastanawiałam się czy jest ok. xD stwierdziłam, że po prostu na chwilę go "wygiagnal" hahaha.
    2. Racja! Poprawiam.
    3. Zresztą mam osobno? O raju. Tu ogólnie jak widać mam jazdy z ogarnięciem i chyba wszystko bym pisała osobno xD
    4. Raz gdzieś widziałam ten Nameck i tak mi już zostało. Nie wiem. To dupa straszna, bo poprawiać będzie trzeba sporo. I nikt nigdy mi nie zwrócił uwagi przez te lata o błędzie :(
    5. Zgubiłam "k"? :O osz w mordkę! Ale literówka.
    6. Tu ogoogól będzie problem, a że forma narracji wymaga czasu przeszłego tak to wlaswła wygląda. Tutaj dużego pola do popisu nie mam.
    7. Byk jak się patrzy! Poprawiam.

    Ogólnie to tak, przed turniejem trochę spraw organizacyjnych jest w opo. Sara poznaje świat, ludzi, nawyki, charaktery itp. Nieuniknione ciągnięcie się, ale i walki będą się rozciągać jak to w typowym dla tego rodzaju anime. Lubię opisywać walkę, co wkrótce będzie Ci dane wyczytać, ale muszę do tego czasu prosić o cierpliwość. W opo obecnie jest 7dni do turnieju, to wciąż bardzo dużo.
    Jutro jak synal da mi chwilę przelece tekst i wyłapie jakieś błędy u Ciebie. Dziś był familly day.
    Swoje błędy poprawie jutro, dziś są odnotowane. ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam w końcu na kompie i muzyka do treści daje świetny efekt, serio!
    Spotkanie z Komórczakiem mnie bardzo rozśmieszyło :D W ostatecznej formie nie był aż taki zły, dobrze, że Sara nie widziała go w dwóch poprzednich, to dopiero była maszkara, że hej!

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejeczka,
    wspaniale, pierwsze spotkanie z Cellem przebiegło bezkrwawnie, ale drugie chyba nie będzie już takie "grzeczne”. a brama byla taka słaba czy po prostu miała tyle sił?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń
  10. Tytus _de_Zoo15 maja, 2023 16:48

    Heya Banana!

    Jestem po kolejnycm odcinku. Fakt, że Sara tak przypadkiem po prostu trafiła na ring Cella, a później do domu Bulmy był lekko (chyba niezamierzenie) zabawny. Osobiście bym dopisał, że Sara wyczuwała (nawet podświadomie) moc Cella po treningach z Trunskem. Czy coś takiego.

    Oprócz tego odcinek był całkiem niezły. Nie miałem za dużo uwag, co widać w tekście. Interakcja Sary i Cella była ok. W tym tekście szukam właśnie więcej takich scen gdzie Sara wpływa w jakiś sposób na zachowanie postaci. Oby taj dalej. "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heja!

      Masz tu wiele, a nawet i więcej racji. Sara potrafiąc cokolwiek już wyczuć powinna wyczuć moc Cella. Oczywiście nie koniecznie wiedząc, że on to on. Jego energii nie znała na pamięć, i wciąż się tego uczyła. To na pewno będę musiała uwzględnić w nowej wersji. Bulme jak (chyba) mi się wydaje, tak odnalazła, choć przypadkowo. Ot wyczuła poznaną KI wcześniej. Najwidoczniej źle to opisałam. Co już wiem, że jest to poprawy! ☝️

      Dziękuję za komentarz i przepraszam, że musisz czytać tę starocie 🙈 Niestety nie mam mocy zatrzymywania czasu, jaką posiadała pewna nastolatka, której ojciec był kosmitą. Nie pamiętam nazwy serialu, ale może pamiętasz? Ona potrafiła zatrzymać czas stykając palce wskazujące że sobą. 🤭

      Usuń

Z niecierpliwością czekam na Twój komentarz!